W uszach bębniła
mi stłumiona murem muzyka. Basy wprawiały budynek i setki ciał w drganie. Chór
zdartych gardeł ryczał razem z raperką refren w narkotykowej ekstazie.
Napawałam się tym dźwiękiem rozłożona na skórzanej kanapie w drugim
pomieszczeniu.
- Zamknąłeś drzwi? –
zapytałam Jasona, chłopaka z niebieskimi włosami siedzącego obok mnie. Od w
odpowiedzi skinął na Toma, grubego chłopaka stojącego z założonymi rękoma. On w
odpowiedzi przekręcił zamek i z westchnieniem rzucił się na sofę obok nas, przez
co obydwoje podskoczyliśmy.
- J, wyciągaj –
szepnęłam podekscytowana. Serce bębniło mi szybko w rytm tłumionej muzyki. Z
niecierpliwością patrzyłam jak Jason sięga za siebie po worek i wysypuje jego
wartość na stół stojący między naszą kanapą, a drugą na której siedziało dwóch
kolejnych chłopców. Wciągnęłam powietrze przez zęby widząc setki, a nawet
tysiące banknotów powoli opadających na drewno. Z przeciwka rozległy się krzyki
radości, a Tom zatarł ręce oblizując usta.
Pokręciłam głową.
- Tony, wyciągaj
resztę towaru – rozkazałam. Widziałam zdekoncentrowanie na twarzach wszystkich.
- Ale... – zaczął Mike,
chłopak siedzący naprzeciwko mnie, obok Tony’ego.
- Michael – przerwałam
mu lodowatym głosem. – Możemy zarobić dziś dużo więcej. Wyciągaj – powiedziałam
do chłopaka obok, a on mimo zawahania, które wywnioskowałam z jego twarzy,
potulnie sięgnął po torbę podróżną stojącą obok sofy i położył ją na stole, na
pieniądzach. Uśmiechnęłam się. Wszyscy wiedzą, że ja tu rządzę.
Wpatrywałam się w wysoki gmach świątyni zbyt długo, aby nie
przykuć uwagi dwóch starszych kobiet siedzących na pobliskiej ławce. Czułam ich
spojrzenie na plecach.
- Kościół jest otwarty, cukiereczku – zaświergotała jedna z
nich. Zignorowałam ją i utkwiłam wzrok w wielkich drewnianych wrotach.
Zajrzałam do torby.
Trzecia jej część wciąż była wypełniona małymi woreczkami z białym proszkiem.
Pokiwałam głową sama do siebie.
- Tony, Mike – weźcie
połowę tego i upchnijcie – wskazałam głową na ścianę, za którą odbywała się z
pewnością najgłośniejsza impreza w okolicy. Od basów zaczynało mi się kręcić w
głowie. – Jason, ty... – zaczęłam, gdy przerwało mi walenie do drzwi
wejściowych tak głośne, że jakimś cudem zagłuszyło nawet muzykę. Wszyscy
spojrzeliśmy zdekoncentrowani nie wiedząc co zrobić, gdy nagle potężne
uderzenie wyrwało drzwi z zawiasów z hukiem, a do pomieszczenia wszedł w
ciężkich buciorach policjant. Mierzący prosto do nas. Szybko poderwaliśmy się
na nogi.
- Ręce do góry, nie
ruszać się, DIA – wrzasnął, odbezpieczając broń, ale ja byłam szybsza. Wyciągnęłam zza paska pistolet kalibru 9 i strzeliłam do funkcjonariusza.
Zdawał się niezdawać sprawy z dziury w środku czoła wystrzeliwując dwa pociski,
gdy wreszcie padł jak długi na podłogę. Z nosa i ust pociekła mu krew i płyn, a
jego ciało opanował napad drgawek. Ten widok był o wiele gorszy niż wciąż
powiększająca się pod nim plama czerwieni, więc strzeliłam drugi raz, w klatkę
piersiową, i trzęsienie się ustało. W pokoju nastała pewnego rodzaju cisza, choć
muzyka wciąż buczała w najlepsze byłam pewna, że żadne z nas nie poruszyło się
nawet na milimetr.
W końcu ruszyłam ku wejściu. Stukanie grubych obcasów
odbijało się echem przypominającym dźwięk wystrzału. Przystanęłam, a w mojej
głowie rozbrzmiał dźwięk dwóch strzałów. Zacisnęłam pięści i weszłam do
wewnątrz świątyni, choć w myślach odgłos butów wciąż się mieszał z łoskotem
pocisków i basami muzyki. Starałam się skoncentrować na niesamowitej ciszy
wewnątrz jednak tym bardziej rumor opanowywał mój umysł i serce, które zaczęło
nagle galopować. Wytarłam spocone ręce o czarne spodnie i ruszyłam ku konfesjonałowi.
Bezruch stawał się
panować całą wieczność, w trakcie której zdążyłam w całości zilustrować szeroką
dziurę w głowie i sercu policjanta. Gęsta krew w półmroku jednej lampy zdawała
się być czarną cieczą wsiąkającą w parkiet. Ja pierwsza się ruszyłam z trudem
odwracając wzrok od ciała i spojrzałam na Mike’a.
- Wyjdź na zewnątrz
zobacz czy ktoś na niego czeka. Gdyby miał obstawę, pewnie już by tu byli, ale
może zostawił gdzieś samochód, albo... – głos mi się załamał. Skinął głową i
wyciągając pistolet wyszedł z budynku. Teraz basy zza ściany wydawały się
nieznośnie głośne i nie pozwalały mi się skupić. Spojrzałam na Tony’ego.
- Zakończ imprezę,
tylko niech wszyscy wyjdą tylnymi drzwiami – urwałam na chwilę. – Najlepiej
strzel parę razy w sufit, żeby szybciej się zmyli. I wyłącz tę przeklętą
muzykę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz