poniedziałek, 9 czerwca 2014

01.





W uszach bębniła mi stłumiona murem muzyka. Basy wprawiały budynek i setki ciał w drganie. Chór zdartych gardeł ryczał razem z raperką refren w narkotykowej ekstazie. Napawałam się tym dźwiękiem rozłożona na skórzanej kanapie w drugim pomieszczeniu.
- Zamknąłeś drzwi? – zapytałam Jasona, chłopaka z niebieskimi włosami siedzącego obok mnie. Od w odpowiedzi skinął na Toma, grubego chłopaka stojącego z założonymi rękoma. On w odpowiedzi przekręcił zamek i z westchnieniem rzucił się na sofę obok nas, przez co obydwoje podskoczyliśmy.
- J, wyciągaj – szepnęłam podekscytowana. Serce bębniło mi szybko w rytm tłumionej muzyki. Z niecierpliwością patrzyłam jak Jason sięga za siebie po worek i wysypuje jego wartość na stół stojący między naszą kanapą, a drugą na której siedziało dwóch kolejnych chłopców. Wciągnęłam powietrze przez zęby widząc setki, a nawet tysiące banknotów powoli opadających na drewno. Z przeciwka rozległy się krzyki radości, a Tom zatarł ręce oblizując usta.  Pokręciłam głową.
- Tony, wyciągaj resztę towaru – rozkazałam. Widziałam zdekoncentrowanie na twarzach wszystkich.
- Ale... – zaczął Mike, chłopak siedzący naprzeciwko mnie, obok Tony’ego.
- Michael – przerwałam mu lodowatym głosem. – Możemy zarobić dziś dużo więcej. Wyciągaj – powiedziałam do chłopaka obok, a on mimo zawahania, które wywnioskowałam z jego twarzy, potulnie sięgnął po torbę podróżną stojącą obok sofy i położył ją na stole, na pieniądzach. Uśmiechnęłam się. Wszyscy wiedzą, że ja tu rządzę.

Wpatrywałam się w wysoki gmach świątyni zbyt długo, aby nie przykuć uwagi dwóch starszych kobiet siedzących na pobliskiej ławce. Czułam ich spojrzenie na plecach.
- Kościół jest otwarty, cukiereczku – zaświergotała jedna z nich. Zignorowałam ją i utkwiłam wzrok w wielkich drewnianych wrotach.

Zajrzałam do torby. Trzecia jej część wciąż była wypełniona małymi woreczkami z białym proszkiem. Pokiwałam głową sama do siebie.
- Tony, Mike – weźcie połowę tego i upchnijcie – wskazałam głową na ścianę, za którą odbywała się z pewnością najgłośniejsza impreza w okolicy. Od basów zaczynało mi się kręcić w głowie. – Jason, ty... – zaczęłam, gdy przerwało mi walenie do drzwi wejściowych tak głośne, że jakimś cudem zagłuszyło nawet muzykę. Wszyscy spojrzeliśmy zdekoncentrowani nie wiedząc co zrobić, gdy nagle potężne uderzenie wyrwało drzwi z zawiasów z hukiem, a do pomieszczenia wszedł w ciężkich buciorach policjant. Mierzący prosto do nas. Szybko poderwaliśmy się na nogi.
- Ręce do góry, nie ruszać się, DIA – wrzasnął, odbezpieczając broń, ale ja byłam szybsza. Wyciągnęłam zza paska pistolet kalibru 9 i strzeliłam do funkcjonariusza. Zdawał się niezdawać sprawy z dziury w środku czoła wystrzeliwując dwa pociski, gdy wreszcie padł jak długi na podłogę. Z nosa i ust pociekła mu krew i płyn, a jego ciało opanował napad drgawek. Ten widok był o wiele gorszy niż wciąż powiększająca się pod nim plama czerwieni, więc strzeliłam drugi raz, w klatkę piersiową, i trzęsienie się ustało. W pokoju nastała pewnego rodzaju cisza, choć muzyka wciąż buczała w najlepsze byłam pewna, że żadne z nas nie poruszyło się nawet na milimetr.

W końcu ruszyłam ku wejściu. Stukanie grubych obcasów odbijało się echem przypominającym dźwięk wystrzału. Przystanęłam, a w mojej głowie rozbrzmiał dźwięk dwóch strzałów. Zacisnęłam pięści i weszłam do wewnątrz świątyni, choć w myślach odgłos butów wciąż się mieszał z łoskotem pocisków i basami muzyki. Starałam się skoncentrować na niesamowitej ciszy wewnątrz jednak tym bardziej rumor opanowywał mój umysł i serce, które zaczęło nagle galopować. Wytarłam spocone ręce o czarne spodnie i ruszyłam ku konfesjonałowi.

Bezruch stawał się panować całą wieczność, w trakcie której zdążyłam w całości zilustrować szeroką dziurę w głowie i sercu policjanta. Gęsta krew w półmroku jednej lampy zdawała się być czarną cieczą wsiąkającą w parkiet. Ja pierwsza się ruszyłam z trudem odwracając wzrok od ciała i spojrzałam na Mike’a.
- Wyjdź na zewnątrz zobacz czy ktoś na niego czeka. Gdyby miał obstawę, pewnie już by tu byli, ale może zostawił gdzieś samochód, albo... – głos mi się załamał. Skinął głową i wyciągając pistolet wyszedł z budynku. Teraz basy zza ściany wydawały się nieznośnie głośne i nie pozwalały mi się skupić. Spojrzałam na Tony’ego.
- Zakończ imprezę, tylko niech wszyscy wyjdą tylnymi drzwiami – urwałam na chwilę. – Najlepiej strzel parę razy w sufit, żeby szybciej się zmyli. I wyłącz tę przeklętą muzykę.